Policjanci w służbie historii Białoruś i Ukraina oczami laureatów - Aktualności -

Policjanci w służbie historii Konkurs dla uczniów „klas policyjnych”

Nawigacja

Białoruś i Ukraina oczami laureatów

Prezentujemy dwie relacje uczestników wyjazdu na Białoruś i Ukrainę – laureatów I edycji konkursu „Policjanci w służbie historii”.

„I tylko pamięć została

Po tej katyńskiej nocy

Nie chciała ulec przemocy

I woła o sprawiedliwość

I prawdę po świecie niesie”

                                   Feliks Konarski

 

Nasza podróż na kresy Rzeczypospolitej

Liliana Mazur, Maksima Nowak, Zuzanna Kubiak (Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Jarocinie)

To właśnie te słowa, wyryte w dzwonie na polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni oraz dźwięk tego dzwonu utkwiły nam najbardziej w pamięci. Panująca wokół cisza, leśna cisza, uczestnicy składający znicze przy pomniku zamordowanych Polaków i ten głęboki, przeszywający ciarkami dźwięk dzwonu. Nie zrozumie tego ten, kto tam nie był. Jaki ogrom tragedii rozegrał się w tym lesie w roku 1940. Niezliczona ilość betonowych tablic przypominających nagrobne płyty. Na niektórych nazwiska zamordowanych, na innych też funkcje, jakie pełnili w społeczeństwie, jeszcze inne bezimienne. Są wśród nich funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza, policjanci, żołnierze, nauczyciele, ludność cywilna, księża. Mężczyźni i kobiety. Co czuli Ci ludzie, gdy szli na rzeź? Czy wiedzieli jaki los ich czeka? Co czuły ich rodziny? Czy poznali prawdę o swoich bliskich? Czy ktoś 1 listopada zapali znicz z myślą o nich? Tu, w Polsce...

Tego wyjazdu, wizyty pełnej zadumy nie da się zapomnieć. Gdy szłyśmy alejką, wzdłuż której usytuowane są płyty poległych, odnajdywałyśmy nazwiska osób, które urodziły się i mieszkały na terenie, w którym my teraz mieszkamy. I nasuwała się myśl. Czy w Lubini Małej, Witaszycach, Koźminie żyją jeszcze bliscy – potomkowie tych, którzy życie stracili tam, na nieludzkiej ziemi, tych których tam znajdują się groby?

Takich miejsc pamięci, gdzie znajdują się miejsca pochówku Polaków jest na Ukrainie i Białorusi wiele. Zbyt wiele. Obok takich cmentarzy jak Bykownia czy Orląt Lwowskich, które mają swoich opiekunów, swoje wyznaczone przepisami miejsce, jest wiele. Nie wszystkie są tak zadbane jak te we Lwowie i Bykowni. Kolejnym miejscem, które zrobiło na nas ogromne wrażenie, było Uroczysko Kuropaty.

Miejsce, które przemawia do wyobraźni, jak żadne inne. Zamiast grobów – porozrzucane po całym lesie pojedyncze, wykonane z drewna, krzyże. Krzyże usytuowane głównie przy zagłębieniach w gruncie. Zagłębieniach, które stanowiły kiedyś doły śmierci. Zbiorowe groby, do których oprawcy wrzucali swoje ofiary: ludność wielu narodowości. Na niektórych krzyżach widnieją nazwiska, inne bezimienne. Te drugie są w przeważającej ilości. Kuropaty to miejsce tajemnicze, budzące grozę, wyzwalające różne uczucia. I przemyślenia. Lokalizacja tego miejsca, bliskość drogi szybkiego ruchu, zabudowań miejskich  sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, czy kiedyś ktoś nie wpadnie na pomysł, by w tym miejscu zrobić centrum handlowe. Jak długo Ci, którzy opiekują się tą swoistą nekropolią, będą w stanie walczyć o jej istnienie i pielęgnować pamięć o tych, którzy tam zostali w nieludzki sposób pogrzebani? To także nasze zadanie, by tu w Polsce nie zapominać, by mówić o takich miejscach naszym rówieśnikom i kolejnym pokoleniom. Bo jeśli nawet las, groby znikną, pamięć o takich miejscach powinna przetrwać. Przetrwać, by uczyć szacunku do życia innych, by wyciągać wnioski, które pozwolą zapobiegać kolejnym wojnom.

Wyjazd na Białoruś i Ukrainę był dla nas lekcją pokory i historii. Obok miejsc, które związane są z historią bolesną dla każdego Polaka, zobaczyłyśmy też te, które związane są z naszą polskością w sposób literacki. Mogłyśmy zobaczyć miejsca, w których żyli i tworzyli sławni Polacy: Eliza Orzeszkowa i Juliusz Słowacki. Ogromne wrażenie wywarł na nas również zamek Radziwiłłów w Nieświeżu, prawdziwa perła budowlana, której związek z polską historią jest niezaprzeczalny. 

Pomimo, iż podróż ta miała charakter edukacyjny, poza nauką, dała nam dużo więcej. Dzięki pobytowi w Żytomierzu zobaczyłyśmy, jak żyją tam nasi rodacy. Nie spodziewałyśmy się tak ciepłego i polskiego przyjęcia w miejscu, które kojarzy się głównie z przemocą i ludzkim nieszczęściem. Dzięki temu spotkaniu nawiązałyśmy nowe znajomości i liczymy, że dzięki nawiązaniu kontaktów z tamtejszą polską młodzieżą, będziemy mogły pokazać im życie w Polsce.

Dzięki organizatorom tego wyjazdu mogłyśmy „poczuć” część naszej historii osobiście, poznać nowych ludzi z innych szkół i zawrzeć nowe przyjaźnie. Mogłyśmy też zobaczyć jak bardzo różni się życie ludzi mieszkających za naszą wschodnią granicą. Niby tak niedaleko, a jednak odlegle. Są to różne światy, gdzie kolorowe, bogate europejskie miasta graniczą z wszechobecną biedą na małych wioskach, gdzie różnice cywilizacyjne są bardzo widoczne.

Jest jeszcze jedna rzecz, która utkwiła nam w pamięci. To, że my Polacy, młodzi ludzie mamy ogromną empatię do słabszych, także zwierząt. Bo chyba nie można powiedzieć niczego złego o ludziach, którzy swoje wszystkie kanapki oddali bezdomnym psiakom biegającym po ulicach czy cmentarzu. Przerażające jest to, jak wiele ich jest.

Dlaczego więc inni ludzie potrafią wyrządzić tyle zła, krzywd innym ludziom?

 

***

Kartki z pamiętnika z wyjazdu edukacyjnego „Śladami zbrodni katyńskiej”

Kaja Uryga (II LOa) we współpracy z opiekunem grupy, Panią Agnieszką Grabą (Zespół Szkół im. J. Warszewicza w Prószkowie)

Dzień 1.
poniedziałek, 2 października 2017 r.

Nasz wyjazd edukacyjny rozpoczął się o godz. 5.51 podróżą do Warszawy. Po dotarciu do stolicy, korzystając z chwili wolnego czasu, odwiedziliśmy parę pobliskich miejsc – nie obyło się oczywiście bez zrobienia pamiątkowych zdjęć, w tym przed Pałacem Kultury i Nauki, jednej z najbardziej charakterystycznej budowli.

Ok. 11.00 udaliśmy się na Rakowiecką 37, do Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, gdzie spotkaliśmy się z innymi laureatami konkursu. Podczas uroczystej gali, na którą zostali zaproszeni szanowni goście, odebraliśmy z rąk wiceprezesa IPN-u, doktora Mateusza Szpytmy i Zastępcy Komendanta Głównego Policji, nadinspektora Jana Lacha, gratulacje i dyplomy. Cała uroczystość przebiegała w bardzo miłej atmosferze, a towarzyszące nam emocje były ogromne, tym bardziej, iż znaleźliśmy się w gronie 11 laureatów z całej Polski! Szczególnie dużym zaskoczeniem i wyróżnieniem okazało się wyświetlenie na forum naszego filmu o majorze Piotrze Szewczyku. Pamięcią wróciliśmy do czasu, kiedy pracowaliśmy nad realizacją zadania – przypomniały nam się chwile wytężonej pracy, ale także zdobywania nowego doświadczenia i radości z procesu tworzenia. Po zakończeniu gali, ok. 14.00, ruszyliśmy w stronę autokaru.

Radośni, podekscytowani i ciekawi kilku kolejnych dni, rozpoczęliśmy wyjazd edukacyjny, tym samym „odbierając” główną nagrodę w konkursie „Policjanci w służbie historii”.

Białoruskie Grodno przywitało nas nocą, ukrywając piękno okolicy, którą mieliśmy poznać kolejnego dnia…

Dzień 2.                                                       
wtorek, 3 października 2017 r.

Poranek okazał się deszczowy i chłodny, lecz mimo niesprzyjającej aury, plan dnia był wypełniony po brzegi. Pierwszym punktem było zwiedzanie zabytkowego centrum miasta, o którym szczegółowo i ciekawie opowiedział nasz przewodnik. Droga zaprowadziła nas na zabytkowy Cmentarz Farny, gdzie chwilą zadumy, a także modlitwą i zniczami uczciliśmy pamięć poległych żołnierzy, zobaczyliśmy piękne zabytkowe groby, w tym pomnik Elizy Orzeszkowej i jej męża, Stanisława Nahorskiego. Kolejno udaliśmy się do domu pisarki, która mieszkała w mieście na przełomie XIX i XX wieku. Obecnie znajduje się tam muzeum. Oczywiście nie mogło zabraknąć momentu, w którym podziwialiśmy piękną rzekę Niemen, o której to pisała Orzeszkowa w swoim dziele: Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi, a koroną ciemnego boru oderżnięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne słupiaste topole. W międzyczasie weszliśmy także do pobliskiej cerkwi, która urzekła nas swoją bogatą ornamentyką.

Po południu udaliśmy się w stronę stolicy Białorusi, Mińska – miasta, które miało zaskoczyć swoim nowoczesnym charakterem, dużą ilością kasyn i wieżowców, a także pięknym hotelem.

Dzień 3.
środa, 4 października 2017 r.

Dokładniejsze zwiedzanie Mińska rozpoczęliśmy już z samego rana, tuż po śniadaniu. Pierwszym, ale jakże przejmującym punktem programu było uroczysko Kuropaty, gdzie ukryte są zwłoki kilkunastu tysięcy ludzi (dokładna liczba do dziś nie jest znana!), w tym Polaków, pomordowanych przez NKWD w latach 1937–1941. Ciężko opisać nasze emocje, które pojawiły się, gdy patrzyliśmy na polanę krzyży i słuchaliśmy opowieści przewodnika o losach leżących tu ludzi. Takie miejsca pozostają na długo w pamięci, zmuszają do refleksji. Zobowiązują także do pamięci o pomordowanych, szczególnie nas, młodych ludzi, Polaków, tym bardziej, że w białoruskich podręcznikach Kuropaty są całkowicie pomijane. Wszyscy zapaliliśmy znicze, złożyliśmy kwiaty i staliśmy
się uczestnikami niezwykłej lekcji historii. 

W kolejnej miejscowości, jaką był Nieśwież, przystanęliśmy w Kościele pw. Bożego Ciała – tam mieszczą się krypty Radziwiłłów. Zwiedziliśmy zamek tego rodu, a także zobaczyliśmy Bramę Słucką. 

Pod wieczór dotarliśmy do Baranowicz, gdzie Pani Sienkiewicz oprowadziła nas po miejscowym cmentarzu i pokazała więzienie NKWD, z którego wywożono więźniów na egzekucje do Mińska. Trudno było sobie to wszystko wyobrazić…Tyle emocji jednego dnia…
Tak, to był niezwykły czas, który miał zakończyć nasz pobyt na Białorusi, bo kolejnego dnia czekała nas podróż na Ukrainę.

Dzień 4.
czwartek, 5 października 2017 r.

Rano, po wykwaterowaniu z hotelu i śniadaniu, ruszyliśmy w stronę granicy białorusko-ukraińskiej. Cały dzień spędziliśmy w autokarze, ale nikt nie narzekał – ten czas był nam potrzebny na zregenerowanie sił przed kolejnym etapem naszego wyjazdu –Ukrainą. I mimo zmęczenia wielogodzinną podróżą, po dotarciu do stolicy, postanowiliśmy udać się na nocne zwiedzanie Kijowa – podróż metrem, lokalne stragany i przybycie na Kijowski Majdan pozwoliły poczuć klimat tamtego miejsca.

Dzień 5.
piątek, 6 października 2017 r.

Dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania polskiego wojennego cmentarza w Bykowni. Tak jak pozostałe miejsca pamięci, był on związany z historią naszego narodu. W zbiorowych mogiłach spoczywają szczątki polskich obywateli z tzw. Ukraińskiej Listy Katyńskiej, zamordowanych przez NKWD w 1940 roku. Kolejne miejsce pamięci, kolejna lekcja historii i chwila zadumy. Dźwięk Dzwonu Pamięci, wśród panującej dookoła ciszy, podczas składania kwiatów i zapalanie zniczy, przyprawiał o dreszcze...

Tego dnia zwiedzaliśmy także Kijów. Stolica w świetle dziennym nabrała zupełnie innego charakteru. Niezwykłym przeżyciem było także zwiedzanie Ławry Peczerskiej, siedziby zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Bogata ornamentyka, piękne ikony i wszechobecny przepych, zrobiły na nas niesamowite wrażenie. W skupieniu, ale i z ciekawością słuchaliśmy o historii  miejsca i różnicach między Kościołem katolickim a prawosławnym.  

Ostatnim celem tego dnia było dotarcie do Żytomierza, największego skupiska Polaków, mieszkających na dawnych Kresach Wschodnich. Wielkim zaskoczeniem, a także przeżyciem, było dla nas spotkanie naszych rówieśników. Wspólne odśpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego” poruszyło niejedno serce. Aż łza zakręciła się w oku, gdyż tak ciepło i serdecznie zostaliśmy przyjęci. Zawiązaliśmy nowe znajomości, wymieniliśmy się różnymi informacjami, a czasem nawet kontaktami. Kto wie, może jeszcze uda nam się kiedyś spotkać?! Oby!

Dzień 6.
sobota, 7 października 2017 r.

Sobota przywitała nas słońcem, ale także chłodem. Ciepło ubrani, z nową energią, ruszyliśmy na zwiedzanie okolicy. Przewodnikiem była Pani prezes ŻOZPU, Wiktoria Laskowska-Szczur. Nie zabrakło wspólnych zdjęć, ciekawych opowieści i wizyty na polskim cmentarzu. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem, ile serca i czasu oddają nasi rodacy, aby pielęgnować i dbać o polskość poza granicami Ojczyzny.

Słowacki wielkim poetą był! – jak pisał W. Gombrowicz w „Ferdydurke”, dlatego na mapie naszej podróży nie mogło zabraknąć Muzeum J. Słowackiego w Krzemieńcu. Na chwilę przenieśliśmy się do XIX wieku, poznaliśmy romantyczne życie wielkiego wieszcza, jego życiowe wzloty i upadki. Spacerując po Krzemieńcu, dotarliśmy przed Liceum Krzemienieckie i na polski cmentarz, gdzie znajduje się tablica, upamiętniająca krzemienieckich profesorów. 

Dzień minął niezwykle szybko i nim się obejrzeliśmy, ruszyliśmy w stronę Lwowa. Aby tradycji stało się zadość, w niewielkim gronie, udaliśmy się na nocne zwiedzania miasta. Tak, kolejny raz poczuliśmy ducha i klimat Kresów Wschodnich...

Dzień 7.
niedziela, 8 października 2017 r.

Nasz wyjazd niedługo miał dobiec końca, dlatego trzeba było wykorzystać każdy moment!  Ok. 9.00 przybyliśmy na Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich – oba wywarły na nas ogromne wrażenie. Spacerując urokliwymi alejkami, podziwiając piękne grobowce, paląc znicze na grobach M. Konopnickiej, G. Zapolskiej czy W. Bełzy poczuliśmy klimat dawnych Kresów Wschodnich. Stojąc nad grobami „orląt”, myśleliśmy, jakie to ważne żyć w niepodległym kraju. 

Po zwiedzeniu Więzienia na Łąckiego i spacerze po mieście, ruszyliśmy do ostatniej miejscowości na mapie naszego wyjazdu – Mostów Wielkich, gdzie znajdowała się Centralna Szkoła Policji Państwowej. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, tym bardziej, że na co dzień uczymy się przecież w klasach o profilu policyjnym! Po zwiedzeniu, pamiątkowych zdjęciach, ruszyliśmy w stronę Warszawy, do naszej kochanej Polski.

Cały wyjazd był naprawdę niesamowitym przeżyciem, odwiedzone miejsca na długo pozostaną w naszej pamięci. Uświadomiliśmy sobie, że na nas, młodych ludziach, na pewno spoczywa obowiązek pielęgnowania pamięci o tych, którzy polegli.

Organizatorom, wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego, że mogliśmy wziąć udział w wyjeździe, uczestnikom konkursu z całej Polski – serdecznie za wszystko DZIĘKUJEMY!

 

                                                                 

do góry